książka,  Recenzje

„50 Twarzy Tindera”, czyli choroba XXI wieku.

Książka bez tajemnic? Bezpośrednia? Szokująca? Prawdziwa?

Jeśli szukasz książki, którą można opisać którymś z tych określeń, 50 Twarzy Tindera jest właśnie dla Ciebie. Joanna Jędrusik w rzeczywisty sposób opisała relacje damsko – męskie XXI wieku. Smutne relacje. Nie do końca chciałam ją czytać. Dlaczego? Sama miałam kiedyś konto na portalu podobnym do tindera i dobrze wiem jak to się zaczyna, toczy i kończy. Wszystko w zawrotnym tempie.  

Ale są wieczory, kiedy siedzę na łóżku z psem na kolanach i butelką ulubionego białego wina Choya w  ręku. Mam w głowie sprawy dnia codziennego i to, co jest ze mną nie tak, że nie umiem w te wszystkie relacje (głównie to drugie, bo przecież teraz każdy ma jakieś relacje, sic!). W laptopie, który leży kawałek dalej, leci kolejny odcinek Przyjaciół, a nieprzeczytane książki niebezpiecznie łypią na mnie z regałów. Mój wzrok akurat sięgnął tej, która leży na stole, dopiero kupiona, no bo przecież muszę mieć je wszystkie. Myślę sobie – może znajdę odpowiedzi na te wszystkie pytania, które kotłują się czasem w głowie. Włączam więc YouTube, gra Royal Blood a ja, po pierwszej stronie lektury wiem, że ten wieczór tak szybko się nie skończy. 

Autorka nie ma najmniejszego problemu z językiem, który każdy z nas przyswaja najlepiej. Luźny, prosty, trochę przekleństw. Jeśli wszystkie reportaże autobiograficzne takie właśnie są, to ja poproszę więcej. Pochłaniam stronę po stronie i wiecie co? Już zdążyłam się dowiedzieć, że faceci to buce, cwaniaki i przebiegłe istoty, którym
w głowie tylko sceny z filmów porno. No cóż, ale na to sama już dawno wpadłam. Przeskakuję kolejne strony i myślę, że pani Joanna musiała mieć dziesięć razy bardziej intensywne i rozczarowujące kontakty z tymi mężczyznami niż ja.
 

Powiedzmy sobie szczerze – ta książka to taka forma terapii niedowartościowanej rozwódki, która została zdradzona przez męża. Ale (jakkolwiek głupio to zabrzmi) w sumie to cieszę się, że jej życie właśnie tak się potoczyło, ponieważ dzięki temu możemy korzystać z czyichś doświadczeń. No i uczyć się na błędach, to oczywiste. Oprócz opisu podstawowego działania Tindera, są tutaj opisywane typy mężczyzn, z którymi autorka miała możliwość prowadzić jakąkolwiek relację. Znajdziemy tu na przykład “antyfeministę” Marka czy użytkowników, których ona sama poleca (naukowcy, nerdy czy artyści).

Czysta ciekawość – zajrzałam na facebook’a autorki, bo przecież wszyscy teraz tak robią i polecam przejrzeć kilka(naście) jej screenów. Te też są wystarczająco smutne, śmieszne i czasem irracjonalne. W książce natomiast więcej jest o seksie z punktu widzenia kobiety i to jest coś wartego uwagi, ponieważ ten temat jest wciąż jakiegoś rodzaju tabu dla naszej płci. Tak więc uważam, że książkę warto przeczytać, czując pewien niedosyt życia facebook’owego autorki.

Podsumowując – książka 50 Twarzy Tindera z pewnością jest dla każdego, kto chce dowiedzieć się, jak działa cała ta  szaleńczo uzależniająca maszyna. Możecie też wyciągnąć z niej to, co w mężczyznach odrzuca, a co przyciąga. Jeśli to już za Wami – pewnie utwierdzicie się w przekonaniu, że większość takich portali ma na celu znalezienie partnera raczej do łóżka. I to bynajmniej w celu schowania się przed światem. Dla mnie była to raczej lekka, przyjemna lektura, ale taka na jeden wieczór i to przeskakując co drugie zdanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *